 |
| |
O NAS
Favonio to z włoskiego ciepły letni wietrzyk. Taki właśnie powiew odczuliśmy gdy w naszym domu zamieszkała pierwsza w naszym życiu kotka, na nasze szczęście była to kotka rasy Devon Rex.
A ZACZĘŁO SIĘ OD...
Jesteśmy typową, czteroosobową rodziną. Do pełni szczęścia brakowało nam tylko zwierzaczka. Drogą domowych negocjacji (dzieci chciały pieska, my – nie, z racji ogromnych obowiązków związanych z wyprowadzaniem pupila, mąż – kota, a ja prawdę mówiąc obyłabym się bez żadnego zwierzęcia) stanęło na tym, że poszukamy sobie ślicznego kocurka „na kolanka”, przyjaznego dla dzieci, bliżej nieokreślonej rasy. Jedno było pewne: musi to być kot rasowy (rasowy czyli z rodowodem). Zaczęło się poszukiwanie najbardziej odpowiadającej nam rasy. W taki sposób dowiedzieliśmy się o istnieniu Devon Rexów oraz o typowych charakterystycznych cechach wyglądu i usposobienia tej rasy. Odwiedziliśmy kilka stron hodowli w Internecie. Nasz wybór padł na ślicznego kocurka z hodowli Fandango. Pojechaliśmy tam i… na kolana wdrapała mi się prześliczna, niebieskooka koteczka o jakże znamiennym imieniu Never Say Never. Popatrzyła na mnie tymi niebieskimi ślepiami i po prostu zasnęła. Właścicielka poinformowała nas, że ta koteczka jest bardzo obiecująca i zostaje u niej w hodowli. A my przecież przyjechaliśmy po czarnego kocurka...
Stało się tak jak się stało, nie było odwrotu. Zamiast czarnego kocurka, w naszym domu zamieszkała Never Say Never, po domowemu po prostu Tosia. Od samego początku swojej bytności u nas dostarczała nam i dostarcza wielu, wielu radości. Tak mało uciążliwego i wymagającego a przy tym miłego i samodzielnego zwierzęcia nigdy się nie spodziewaliśmy. A do tego jej uroda, gracja, zwinność, opanowanie, zapach, dotyk futerka, liźnięcie języczka, mruczenie – sama rozkosz. Tośka, jako 100% przedstawicielka swojej rasy odbiega od utartych społecznie stereotypów kota domowego. Nie ma ważnych spraw i czynności domowych, w których by nie uczestniczyła. „Pomaga” gotować, prać a do jej ulubionych czynności należą porządki w szafkach. Jest niesamowitym łakomczuszkiem, ale menu dobiera sobie baaardzo starannie. No cóż, po prostu nie wszystko koteczce smakuje. Jest doskonałym kontrolerem tego, czy w kiełbasie jest mięso (podwawelskiej i parówek nie ruszy!!! – nie dlatego broń Boże żebyśmy chcieli ją tym karmić, ale wykazuje zainteresowanie każdym produktem wędrującym z talerza do ust człowieka).
Wspaniałe cechy Devona, które niesie Tosia (potwierdzone przez sędziów na wystawach) skłoniły i zmotywowały nas do założenia hodowli. W naszym domu, za sprawą Tośki pojawiły się kolejne, małe 100% devonki.
Potwierdziła się stara prawda życiowa:
NEVER SAY NEVER!!!
| |
|
          
|